Forum Obywatelskiego Rozwoju

2015-07-29

Zaledwie miesiąc po zaprzysiężeniu nowa Komisja Europejska pod przewodnictwem Jean-Claude’a Junckera ogłosiła zamiar rewizji unijnej dyrektywy o czasie pracy, obowiązującej od ponad dwudziestu lat. Według komisarz ds. zatrudnienia Marianne Thyssen nowelizacja dyrektywy ma być sposobem na „dostosowanie przepisów Unii Europejskiej do nowych form pracy i potrzeb rynku pracy”, „wzięcie pod uwagę zdrowotnych aspektów czasu pracy”, zwiększenie efektywności dyrektywy oraz walkę z nadużywaniem nietypowych form zatrudnienia. Tymczasem Centrum für Europäische Politik opublikowało analizę, której autorzy – Sebastian Czuratis i Klaus Dieter-Sohn – udowadniają, że najlepszą reformą dyrektywy o czasie pracy byłaby jej likwidacja.

Eksperci CEP przypominają, że najważniejsze zapisy dyrektywy stanowią gwarancje maksymalnego tygodniowego czasu pracy (48 godzin łącznie z nadgodzinami) oraz minimalnego nieprzerwanego odpoczynku – dziennego (11 godzin) i tygodniowego (35 godzin). Zapisy te są w dyrektywie traktowane dość liberalnie, ponieważ w drodze układów zbiorowych albo porozumienia między partnerami społecznymi państwa mogą się do nich nie stosować, jeżeli wymaga tego specyfika zatrudnienia. Według ekspertów niemieckiego think-tanku takie podstawowe regulacje czasu pracy odpowiadają bardzo ograniczonym traktatowym kompetencjom UE w zakresie polityki zatrudnienia. Centrum für Europäische Politik zwraca jednak uwagę, że instytucje unijne, na różny sposób interpretując dyrektywę o czasie pracy, roszczą sobie również prawo do wprowadzania bardziej szczegółowych przepisów, co powinno już pozostać uprawnieniem wyłącznie państw członkowskich.

Jako przykład CEP podaje uregulowanie przez Trybunał Sprawiedliwości UE kwestii pracy w formie dyżurów (np. lekarskich). W trzech orzeczeniach (w sprawach SIMAP, Jaeger i Dellas) Trybunał postanowił, że cały okres przebywania pracownika na dyżurze ma liczyć się jako czas pracy w rozumieniu unijnej dyrektywy o czasie pracy, bez względu na to, czy zatrudniony rzeczywiście musiał wykonywać na dyżurze jakąś pracę, czy też nie. Taka interpretacja ma swoje konsekwencje m.in. jeżeli chodzi o ustalanie wynagrodzenia czy prawa do odpoczynku – na jej podstawie pracownik może otrzymać wynagrodzenie czy zakończyć dzień pracy, nie przepracowawszy ani godziny, lecz jedynie przebywając w miejscu pracy. W dodatku, w przeciwieństwie do przepisów dotyczących np. maksymalnego tygodniowego czasu pracy, odstępstwa od ustalonych przez TSUE zasad dotyczących dyżurów nie są możliwe. Według ekspertów CEP takie regulacje stoją w sprzeczności z zasadą subsydiarności, według której dana kwestia jest regulowana na poziomie UE tylko wtedy, jeżeli państwa nie mogą rozwiązać problemu w efektywniejszy sposób oraz gdy kwestia ta ma wymiar ponadnarodowy. Według autorów analizy regulowanie kwestii pracy w systemie dyżurowym takiego wymiaru nie ma. Eksperci CEP podkreślają, że sposób liczenia czasu pracy dyżurowej jest bardzo uzależniony od specyfiki krajowych rynków pracy oraz od danego zawodu (różni się przecież praca lekarza od pracy strażaka), a ponadto linia orzecznicza TSUE uniemożliwia „branie pod uwagę prawdziwej sytuacji”, czyli liczby rzeczywiście przepracowanych godzin.

Przyczynianie się dyrektywy o czasie pracy do łamania zasady subsydiarności prowadzi autorów analizy do stwierdzenia, że dyrektywa powinna zostać usunięta z porządku prawnego UE. Jak podkreślają eksperci Centrum für Europäische Politik, kasacja dyrektywy zapobiegłaby przypadkom, w których Trybunał Sprawiedliwości wprowadza na jej podstawie prawo „tylnymi drzwiami”, bez konsultacji z Komisją Europejską, Parlamentem Europejskim, partnerami społecznymi i obywatelami. Według ekspertów CEP zawarte w dyrektywie podstawowe regulacje czasu pracy już i tak zostały wprowadzone przez państwa członkowskie UE, „i będą nadal istnieć w większości tych państw, nawet jeżeli dyrektywa o czasie pracy zostanie zlikwidowana”. Autorzy analizy zaznaczają, że obecnie uzgadniana nowelizacja dyrektywy i tak prawdopodobnie zakończy się fiaskiem w wyniku braku porozumienia między partnerami społecznymi oraz między instytucjami UE, tak samo jak miało to miejsce w przypadku poprzednich prób zmian dyrektywy w latach 2004 i 2010.


Komentarz Anny Czepiel, analityka FOR:

Pomysł całkowitej likwidacji unijnej dyrektywy o czasie pracy jest oryginalną propozycją, rzadko słyszaną w europejskiej debacie ekonomicznej. Słuszna jest opinia, że usunięcie dyrektywy ograniczy pokusę wprowadzania na poziomie UE coraz bardziej szczegółowych przepisów prawa pracy wbrew obowiązującej w unijnym porządku prawnym zasadzie subsydiarności. Obecnie na podstawie dyrektywy o czasie pracy można wprowadzić nie tylko kłopotliwe dla wielu państw i pracodawców przepisy dotyczące dyżurów, ale także – teoretycznie – np. obowiązek udzielania czterotygodniowego płatnego urlopu osobom pracującym na podstawie elastycznych form zatrudnienia czy też inne obciążenia skutkujące wzrostem bezrobocia. Z drugiej strony nawet po zlikwidowaniu dyrektywy dążenia do szczegółowego regulowania czasu pracy mogłyby być w Unii Europejskiej nadal obecne, na przykład w formie nowych aktów prawnych ukierunkowanych na poszczególne formy zatrudnienia.

Opracowanie ukazało się w ramach cyklu „Monitoring Projektów Prawa Gospodarczego Unii Europejskiej” realizowanego przez Forum Obywatelskiego Rozwoju i Centrum für Europäische Politik.