"Skutecznie promujemy wolność"

EN

2010-12-21

19. Irlandia była niedawno europejskim tygrysem, dziś mówi się o jej bankructwie – co się stało?

19. Irlandia była niedawno europejskim tygrysem, dziś mówi się o jej bankructwie – co się stało?

Trzeba rozróżnić czynniki, który sprawił, że Irlandia stała się celtyckim tygrysem, od tych, które doprowadziły ją później na skraj bankructwa.

Przez większość XX wieku Irlandia była jednym z najbiedniejszych państw Zachodniej Europy. Wielu Irlandczyków wyjeżdżało za granicę w poszukiwaniu pracy i wyższych dochodów, głównie do USA i Wielkiej Brytanii. Głównym hamulcem rozwoju gospodarczego Irlandii do końca lat 80. ubiegłego stulecia była chroniczna nierównowaga finansów publicznych i wysoki dług publiczny. Jednak w wyniku gruntownej reformy finansów publicznych, przeprowadzonej pod koniec lat 80., na tyle silnie ścięto wydatki publiczne, że możliwe stało się nie tylko obniżenie deficytu, ale także redukcja podatków. Uzdrowienie finansów publicznych, usprawnienie administracji, a także duży zakres wolności gospodarczej znacząco przyspieszyły rozwój krajowych firm, a także przyciągnęły do Irlandii wiele inwestycji zagranicznych. W ten sposób Irlandia stała się celtyckim tygrysem – kraj który zawsze był biedniejszym krewnym Wielkiej Brytanii, pod koniec lat 90. nie tylko ją dogonił, ale i wyprzedził pod względem wielkości PKB na mieszkańca. Żeby zilustrować skalę tego gospodarczego skoku, wyobraźmy sobie sytuację, w której poziom życia w Polsce w okresie nieco ponad 10 lat staje się wyższy niż w Niemczech.

Czemu w takim razie Irlandia jest dziś pogrążona w kryzysie?

Źródłem irlandzkiego kryzysu była nadmierna ekspansja kredytowa, która przyczyniła się do powstania bąbla na rynku nieruchomości. Dostęp do tanich kredytów w euro w połączeniu z szybkim tempem wzrostu dochodów zachęcił wielu Irlandczyków do zakupu większych, wygodniejszych i bardziej luksusowych mieszkań i domów. Nadmierny popyt w stosunku do podaży nowych nieruchomości doprowadził do szybkiego wzrostu ich cen. W efekcie, coraz więcej osób zaciągało kredyty, aby kupić kolejne mieszkania, już nie na własne potrzeby, ale by potem sprzedać je z zyskiem. W efekcie, wiele firm deweloperskich rozpoczęło na szeroką skalę budowę całych osiedli. Duże obroty na rynku nieruchomości zwiększały wpływy podatkowe od sprzedaży nieruchomości, dzięki czemu rząd mógł obniżać podatki dochodowe, jeszcze bardziej zwiększając dochody ludności, tym samym zachęcając do kupna kolejnych mieszkań.

Gdy wybuchł światowy kryzys finansowy przyszedł jednak moment otrzeźwienia. Wszyscy zdali sobie sprawę, że nowych mieszkań jest za dużo, ceny są za wysokie, a kupionych wcześniej mieszkań nie da się sprzedać z zyskiem. W ciągu 2 lat ceny nieruchomości spadły o ponad 50%, znaczna część osób pracujących w sektorze budowlanym straciła pracę (przed kryzysem pracowała tam co siódma osoba). Banki zostały z niespłaconymi kredytami i przed bankructwem musiał ratować je rząd. Konieczność ratowania banków, rosnąca liczba zasiłków dla bezrobotnych i załamanie wpływów z podatku od sprzedaży nieruchomości pchnęły irlandzki budżet na skraj bankructwa.

Polska powinna się uczyć zarówno na sukcesach, jak i błędach Irlandii. Powinniśmy naśladować odważne reformy z lat 80. kiedy uzdrowiono finanse publiczne, uproszczono przepisy i przyciągnięto zagranicznych inwestorów. Jednocześnie musimy uważać, aby nadmierna akcja kredytowa w Polsce (np. w przypadku przyjęcia euro) nie nadmuchała bąbla również na naszym rynku nieruchomości. Jej pęknięcie groziłoby kryzysem podobnym do irlandzkiego.

Wspierają nas